Chrono Trigger

Dobrze, to niby recenzja, więc powinienem przestać ekscytować się boskim nakreśleniem świata i mnóstwem smaczków. Omówmy sobie zatem mechanizmy rządzące rozgrywką. Jak wiadomo, nie ma RPGa bez walki (już czuję strzały +129 przekłuwające me serducho…). Ten element w przypadku omawianego właśnie arcydzieła (ups, znowu!) jest dość klasyczny, prosty i łatwy do ogarnięcia. Potyczki toczymy na systemie ATB – każda postać ma swój pasek akcji, który ładuje się wprost proporcjonalnie do szybkości walczącego. Kiedy jest pełny – możemy działać.

W jaki sposób? Różny – zwykły atak, ciosy specjalne, czary, używanie przedmiotów. Ciekawe są akcje grupowe. Dwie lub trzy z naszych postaci razem wykonują jakieś silne uderzenie, zazwyczaj zadając duże obrażenia przeciwnikom. Oczywiście, taki odlot stanowi kombinację dwóch lub trzech ataków. Wymagane jest więc, aby członkowie drużyny owe sposoby na zadanie bólu znali.

W ten sposób zgrabnie przeszliśmy do rozwoju postaci. Wpływ na naszych mocarzy mamy mały – ogranicza się on do wyboru ekwipunku. Po każdej walce zwycięzcy bohaterowie dostają stare dobre „expy”i tak zwane „tech points”. Działania tych pierwszych nie muszę tłumaczyć, ważne natomiast są punkty technik. Jeśli zdobędziemy odpowiednią ich ilość, wojak nauczy się nowej zdolności.

Kustomizacja postaci – mimo, że ograniczona i bardzo prosta – nie przeszkadza, jest przyjemna… Nie ma sytuacji, w której mamy źle skonstruowaną drużynę, przez co zmuszeni jesteśmy do rozpoczynania gry od nowa.

Jak więc widać – Chrono nie należy do gier najtrudniejszych. Ba, jest wręcz bardzo łatwy. Mi problem sprawiła tylko dwójka bossów, z czego jeden z nich to końcowy przeciwnik. Praktycznie każdą potyczkę można przejść, rozpracowując słabości i wzory ataków wroga.

Co ważne na temat batalii – znaczną większość z nich da się ominąć. Wraże postacie widać na ekranie, nie ma żadnych losowych potyczek i tym podobnych. Jeśli już starcie jest wymagane, to zazwyczaj dokładnie możemy przewidzieć, kiedy ono nastąpi i odpowiednio się przygotować. To na plus oczywiście – przechodzenie dungeonów z katorgi staje się przyjemnością.

One thought on “Chrono Trigger

  • 28 lutego 2018 at 22:29
    Permalink

    Spojrzałem i troszkę mnie odrzuciło. Nie wiem, czy Pokemony drugiej generacji nie miały ładniejszej grafiki, przynajmniej mniejsza pikseloza. No, ale z drugiej strony – przeżyłem Epic 40.000: Final Liberation, to to też bym przeżył ;P No, ale to kiedyś, jak już sobie skombinuję handhelda. A na razie wracam do BG2, mam paru Sauhaginów do ubicia *zaciera łapki*

Comments are closed.