Chrono Trigger

Jak już wiele razy powiedziano, „są gry ponadczasowe”. Takie tytuły często zostają zapomniane i żyją tylko we wspomnieniach największych hardkorowców. Zdarza się jednak (wbrew pozorom nie tak rzadko), że legendarna gra otrzymuje kolejne remake’i i jest na wszelki sposób dojona. Na szczęście Chrono Triggera nie spotkał ani jeden, ani drugi los.

Oryginalnie wydany na SNESa, pierwszy remake tego tytułu ukazał się na PlayStation, teraz zaś to (powiedzmy wprost) arcydzieło cieszy posiadaczy DSów. Czy 14 lat po premierze, pozycja Squaresoft dalej ma aż tyle do zaoferowania?

Zacznijmy może od fabuły. Wcielamy się w postać młodego chłopaka (standard w jRPGach, ale jeszcze zobaczycie, tu wiele rzeczy jest oryginalnych!), który na corocznym festynie spotyka śliczną dziewkę. Chwilę później, machina do teleportacji skonstruowana przez starą przyjaciółkę wysyła dopiero co poznaną Marle w przeszłość. My, jako dobroduszny człowiek, ruszamy za nią…

Naiwne? Niby tak, ale to dopiero początek. Co Wy na to, że w ciągu pierwszych trzech godzin gry zdążymy odwiedzić świat 400 lat przed wspomnianym festynem, URATOWAĆ ten świat, trafić do lochu (i z niego uciec), a na koniec odwiedzić przyszłość (1300 lat po skorzystaniu z machiny) i zobaczyć apokalipsę?

To dalej mało. Fabuła w Chrono jest naprawdę wspaniała, z kilkoma mocnymi twistami i ciągłym szokowaniem gracza kolejnymi świetnymi pomysłami. Oczywiście ich nie wymienię, bo zabiłbym Wam przyjemność z gry. A korci mnie niemiłosiernie, żeby powiedzieć komuś, jak ten tytuł potrafi zniszczyć i „zatkać”, jak niesamowite sceny pokazuje!

Podkreślę w zamian za to cudowny świat, który po przejściu tytułu trudno opuścić. W końcu jeśli widzieliśmy CAŁĄ JEGO HISTORIĘ na własne oczy – jak tu zostawiać takie miejsce? Po pomaganiu dzikim plemionom w prehistorii, toczeniu wojny w średniowieczu i dawaniu nadziei ludziom w przyszłości naprawdę nie sposób spokojnie wyjąć kartridża z konsolki i odłożyć go do pudełka.

Analogiczną sytuację zauważyć możemy w przypadku postaci. Narysowano je prostą kreską, nie należą one do arcydzieł designu charakteru i problemów wewnętrznych, ale DO LICHA. Spędzamy z nimi 25 godzin, podczas których ujrzymy miłość, tragiczne wspomnienia z dzieciństwa, rozstania, powroty, odkryjemy mroczne tajemnice i długo skrywane sekrety… Zaiste, historią Chrono stoi, ale przecież nie tylko!

Subquesty stanowią ważny element każdego jRPGa, jeden z największych tytułów Square nie mógł zostać pod tym względem w tyle. O ile w większości gier, nawet dzisiaj, manipulacja czasem ogranicza się do cofnięcia go o kilkanaście sekund, spowolnienia jego upływu bądź też kompletnego zatrzymania wszystkiego, tak w Chrono odwiedzimy 5 różnych epok! Znaczna większość zadań pobocznych – o ile nie wszystkie – zmusza do odwiedzania różnych okresów, a wpływy naszych działań w, na przykład, średniowieczu ujrzymy także w teraźniejszości.

Tezę wypadałoby poprzeć przykładem. W naszych czasach burmistrz jednego z miast to straszny dusigrosz, zupełnie niemyślący o innych i niedbający o dzieci. Jeśli jednak 400 lat wcześniej damy jego przodkowi bezinteresowny prezent… zamienimy ów łotra w najhojniejszego człowieka na świecie! A takich możliwości jest więcej, oj, więcej!

One thought on “Chrono Trigger

  • 28 lutego 2018 at 22:29
    Permalink

    Spojrzałem i troszkę mnie odrzuciło. Nie wiem, czy Pokemony drugiej generacji nie miały ładniejszej grafiki, przynajmniej mniejsza pikseloza. No, ale z drugiej strony – przeżyłem Epic 40.000: Final Liberation, to to też bym przeżył ;P No, ale to kiedyś, jak już sobie skombinuję handhelda. A na razie wracam do BG2, mam paru Sauhaginów do ubicia *zaciera łapki*

Comments are closed.